Technologia chemiczna chemia nieorganiczna:

Bikarbonat techniczny




Kwas solny i gips




Chlorek wapnia




Chemia organiczna:

Alkohole i fenole




seskwiterpeny, antybiotyki z grzybów Lactarius




Strony witryny:

O mnie




Moje publikacje i patenty




Sylogizmy w chemii









Linki:






Mój brat
Andrzej Król,
rzeźbiarz i lutnik





Napisz do mnie




Ustaw Tę Stronę Jako Startową









Data ostatniej aktualizacji:









































Refer This Site:
Jakie jest Twoje zdanie o mojej stronie?
Grafika na stronie jest:
cool
taka sobie
kiepska
Nawigacja jest:
dobra
warta poprawy
kiepska
Informacje na mojej witrynie:
istotne i godne zainteresowania
nieciekawe
nieprecyzyjne, marne
Jakich informacji szukasz na mojej witrynie?
O moich zainteresowaniach, osobie, charakterze
Moje aforyzmy i złote myśli
Mam zamiar zrobić kasę na technologiach High Tech.
Interaktywny Podręcznik Technologii Chemicznej
O technologii wytwarzania bikarbonatu
O technologii wytwarzania chlorku wapnia
O technologii wytwarzania kwasu solnego i CaSO4
O naturalnych lekach z grzybów i roślin
O alkoholach, fenolach i ich reakcjach chemicznych
Szukam informacji na inne chemiczne tematy.

Résultats


Template created by: outworldarts.com
and supplied by: WebDesignHelper.co.uk








 
Bikarbonat | HCl i gips | CaCl2 | Alkohole i fenole | Strona główna| Seskwiterpeny, antybiotyki z grzybów | O mnie | Patenty, publikacje | Sylogizmy w chemii

light_top2

Jowisz

Jerzy Król-Bogomilski - portret Anegdoty o chemikach

Anegdoty o chemikach z przeszłości. Trudno odzielić chemię od fizyki, będzie więc czasami i o fizykach. Oczywiście i o kobietach.
Nie wszystkie nadają się do napisania, czy opowiedzenia. A te byłyby najciekawsze ;-). Na końcu zamieściłem niektóre.

Piszę przeważnie o ludziach, których sam pamiętam. Wyjątkowo zamieszczam anegdoty o sławnych chemikach z dawnych czasów.


light_rule2

...

Profesor Wiktor Kemula wykładał chemię nieorganiczną na Uniwersytecie Warszawskim w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Był najwybitniejczym eletrochemikiem i nieorganikiem polskim w dwudziestym stuleciu.

Ale dlaczego akurat o nim na początku?

On jeden pisze w swoim podręczniku (Tołłoczko, Kemula) prawdę o cezie, mniej znanym metalu alkalicznym, że jest złotawy. Inni autorzy podręczników bez zająknienia utrzymują, że cez jest "srebrzysty" jak inne litowce. Trudno zobaczyć polski podręcznik, w którym by autorzy opisali prawidłowo kolor tego metalu i zdaje się, że nie tylko nie oglądali cezu, ale nawet nie znali nikogo, kto by go widział.

Nawiasem mówiąc i wielu anglosaskich autorów informuje mylnie o barwie cezu.


Prof. Kemula nie lubił, kiedy studenci na egzaminie wypisywali znany wzór wyrażający masę substancji wydzielonej w wyniku elektrolizy na katodzie lub anodzie: m=kit. Traktował to trochę jak "wciskanie kitu". Był za wzorem: m=kq.

W rzeczy samej "kit" stosować można tylko wtedy, gdy natężenie prądu jest stałe. Stwierdzenie, że wydzielona substancja ma masę wprost proporcjonalną do ładunku lepiej oddaje sens prawa Faradaya.



Prof. Kemula miał asystenta imieniem Staś, który mu pomagał w pokazach doświadczeń chemicznych na wykładach. Profesor był zawsze w białym fartuchu zawiązanym w kokardy na plecach - wyglądał jak motylek, a Staś żwawo się uwijał. Kiedyś profesora nie było i Staś wygłosił w jego zastępstwie wykład. Miał ton wielkiego mądrali i studenci przyjęli jego mądrzenie się z rozbawieniem. Nie miał za grosz charyzmy.


Profesor Władysław J. Rodewald wykładał chemię organiczną na Uniwersytecie Warszawskim przez wiele lat, ponad trzydzieści. Wykształcił nie jedno pokolenie absolwentów.

Wspominają oni, jak dużą wagę przywiązywał "Rodzio" do wyglądu studentów. Mieli zwlaszcza dbać o paznokcie i "nie zapominać o małym paluszku". Bo też niektórzy co bardziej pochłonięci nauką hodowali sobie na nim włócznią.

Profesor Rodewald zwykł był mawiać, że "nie sztuka otrzymać produkt reakcji w chemii organicznej, ale sztuka go dopiero wyizolować z mieszaniny poreakcyjnej".

Ostatnio modne jest, a nawet zalecane w programach szkolnych stosowanie terminu "molekuła". Ale kiedy raz wymknęło mi się takie słowo, prof. Rodewald rzekł: "My, organicy używamy określenia "cząsteczka", a nie "molekuła"".

Prof. Rodewald nie lubił, kiedy studenci narzekali, lub usprawiedliwiali się. Rzekł jednemu, gdy ten się usprawiedliwiał z zaniedbania czegoś: "Szkoda, że pan jeszcze nie napisze: > Nie zmierzyłem temperatury topnienia, bo mi się termometr stłukł! <".

Profesor Ludwik Chrobak wykładał krystalografię na Uniwersytecie Warszawskim w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Nie lubił on bardzo nieuctwa u chemików. Podkpiwał sobie zwłaszcza z pewnego docenta, który na kolokwium habilitacyjnym nie wiedział, że chlorek sodu krystalizuje w układzie regularnym.

Jakie było najczęstsze powiedzenie prof. Chrobaka? Chyba to: "Atom nie jest kulką. Symetria pola sił atomu nie jest kulista."

Prof. Chrobak podczas swojego wykładu był ubrany w szaroniebieski fartuch z dziurami wypalonymi przez różne odczynniki. Kiedyś włożył palec w taką dziurę i pokiwał nim w kierunku studentki, a ona dostała ataku śmiechu.


Profesor Marian Kocór, który wykładał biosyntezę doktorantom w Instytucie Chemii Organicznej PAN przeegzaminował ich bardzo oryginalnie: Dał wszystkim po odbitce publikacji z Tetrahedron Letters i powiedział tylko tyle, że zawiera bzdury; mieliśmy znaleźć wszystkie błędy wnioskowania i uchybienia w procedurze badawczej. Było to bardzo dobre i pozostawiło nawyk uważnego czytania artykułów.


Prof. Kocór co tydzień urządzał, dla doktorantów i innych zaproszonych osób wzorem obiadów czwartkowych słynne herbatki. Ale były to, o ile mnie pamięć nie myli herbatki środowe. Herbata była bardzo, ale to bardzo mocna. Parzył ją jeden z doktorantów, zawsze ten sam, Andrzej. Prof. Kocór opowiadał wiele anegdot o chemikach z całego świata, których znał bardzo wielu. Zapamiętałem jedną z nich, o profesorze Wiznerze, który wstawił sobie łóżko polowe do laboratorium i w ogóle z pomieszczenia nie wychodził. Już nie pamiętam, czy na posiłki też nie. Prof. Kocór chciał tym przykładem zachęcić doktorantów do intensywnej pracy laboratoryjnej.


Na seminariach, w których uczestniczył prof. Kocór, bardzo często poprzedzał on swoje pytanie pod adresem referujących tym samem wstępem: "Mam głupie pytanie" (albo "I have a stupid question"). Po czym następowało bardzo mądre pytanie, dogłębne, lub odsłaniające jakąś słabość w argumentacji.


Nie wszystkie anegdoty nadają się do opowiadania, bo mogłyby zwiędnąć uszy :-), nie wszystkie też można napisać. Niektórzy bardzo nawet utytułowani chemicy mogliby się obrazić, że sobie stroję z nich żarty :-). Ale dwie można by opowiadać często, są nawet, jak to się mówi "z brodą";

Pewnemu uczonemu chemikowi powiedzieli jego współpracownicy: "Mistrzu, teorie Pana są sprzeczne z faktami laboratoryjnymi!"
"Tym gorzej dla faktów!" - rzekł na to Mistrz. I dalej, w najlepsze powrócił do swoich ulubionych teorii.


Kolejna anegdota opowiada o uczonym entomologu. Ale do pewnych znanych mi chemików też ma odniesienie, i to jeszcze jak!

"Skacz!" - mówi badacz owadów do pchły.
Pchła skoczyła.
"Skacz!!" - mówi znowu.
Pchła skoczyła.

Obciął jej tylne nogi i mówi:
"Skacz!!!"
Pchła nie skoczyła.

Pomyślał głęboko i zanotował w dzienniku laboratoryjnym:
"Gdy się pchle obetnie nogi, to pchła traci słuch."


Wielcy chemicy kojarzą się z uczonością, ale sławni ludzie, jak Dymitr Mendelejew lub Maria Curie mają nie tylko naukowy rozum, ale i serce. Kolejna anegdota opowiada o Dymitrze Mendelejewie, który będąc mężczyzną dojrzałym i żonatym zwariował z miłości do pięknej studentki, o wiele młodszej od siebie i od swojej żony. Porzucił dla niej żonę, pracę i udał się w podróż po Europie za swoją nową miłością. Wkrótce wystąpił o rozwód, aby się z nią związać.
Opinia publiczna w Rosji źle przyjęła ten wybuch uczucia. Nastąpiła interwencja u cara.
Ale car wziął jego stronę.
"Mamy tylko jednego Mendelejewa", rzekł.


light_rule2
(C) 2002 Jerzy Król-Bogomilski
Projekt strony -- Jerzy Król-Bogomilski, vooy.jpg TOMO>


eXTReMe Tracker

light_bottom2